No bo mogłem znowu zwlekać przez trzy miesiące, ale tym razem zwlekałem tylko jeden. Hura dla mnie.
W każdym razie kursy postępują, nie cofam się wstecz i mam nowego laptopa. Hura dla mnie dwa razy.
Z rzeczy bardziej minimalistycznych to w końcu pozbyłem się burdlu w kącie pod kaloryferem (gdzie leżało cholerawieco, naprawdę, po prostu szurnięte rzeczy losowo) i wywaliłem kolejną torbę papierów. Najważniejsze, żeby nie próbować ogarnąć wszystkiego naraz, bo tak to się jeno zesrać można, tylko pojedynczo. Jedna szuflada, jedna szafka, jeden stos gówna pod kaloryferem naraz.
Zrobiłem też porządek z kablami od komputera pod biurkiem. Teraz w ogóle ich nie widać. Może się wydawać że to informacja typu "wyniosłem śmieci. Yay." ale przysięgam, że to cudowny lek na skołatane nerwy. Nie ma nic gorszego niż plątanina kabli wiecznie walająca się pod nogami, gdy człowiek siedzi przy biurku, a docenia się to dopiero po ich uprzątnięciu. Trochę tak jak z pieprznikiem na pulpicie w komputerze.
Dobra, mam nadzieję, że następny raz nastąpi szybciej niż za miesiąc, i że wówczas napiszę coś ciekawszego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz