Pochwalę się screenshotem pulpitu na moim pracowym komputerze:
Nasuwają się teraz dwa pytania: Macieju, jak osiągnąłeś tak czysty pulpit? I, co ważniejsze, po cholerę to robiłeś?
Niektórzy z czytelników zapewne pamiętają mój krótki poradnik - otóż postanowiłem rozwinąć tę myśl i pójść o krok dalej. To znaczy ukryć pasek zadań, gdy nie jest używany. Teraz, gdy mój komputer się włącza, nie wita mnie miliard różnych ikon, od których można dostać oczopląsu, tylko to urocze zdjęcie, które zrobiłem w Kampinosie.
Ukrycie paska zadań ma też inne zalety - nie rozpraszają mnie ikony na dole, nie sprawdzam ciągle która godzina, a na ekranie jest więcej miejsca, co przy zestawieniu rozdzielczości HD i rozmiaru wyświetlania niektórych okien ma wbrew pozorom znaczenie.
W Windowsach można bardzo dużo zrobić za pomocą skrótów klawiszowych i przez większość czasu pasek zadań jest po prostu niepotrzebny! Przykładowo, ja zawsze uruchamiam aplikacje klikając kafelek w panelu startowym albo po prostu wpisując nazwę w wyszukiwarce - a żeby wywołać panel startowy/wyszukiwarkę wystarczy nacisnąć guzik z logo Windows, z którym na tę okoliczność się przeprosiłem.
Chwilę się trzeba przyzwyczaić, ale spróbować warto.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz