wtorek, 16 maja 2017

Więcy materializmu!

Ciekawy artykuł przeczytałem jakiś czas temu na Raptitude - o tym, że jesteśmy za mało materialistyczni. Ale jakże to? Przecież tylko gonimy za piniędzem, za większym telebimem w domu, za monstrualnym dżipem w garażu, to chyba bardziej materialistycznym być nie można?

Otóż można. Bo przy całej tej już wyświechtanej do bólu pogoni za bogactwem tak naprawdę mamy w dupie poszczególne przedmioty, które kupujemy. Taka refleksyja nachodzi mnie szczególnie, gdy przemieszczam się środkami komunikacji miejskiej i kripuję na smartfony. No bo jako tech-maniak naturalnie ciągle sprawdzam, czy inni mają większego, szerszego i... no dobra, nieśmieszne. W każdym razie gapię się na to, jakie ludzie mają gadżety.*

I co? No, po pierwsze, to w Polsce jest całkiem duży odsetek ludzi z windows phonami i  nadzwyczajnie dużo iPhonów, biorąc pod uwagę cenę tego sprzętu i zarobki w naszym kraju. A po drugie, chyba ponad połowa ludzi ma zmasakrowane szybki. Co z tego, spytacie, przecie czasem wypadnie, coś w niego stuknie, po pijaku rozpierdoliłem, łots de big dil?

Ja myślę o tym tak - oto każdy praktycznie ma ze sobą przenośny komputer, który pozwala mu w ułamku sekundy uzyskać dostęp do nieograniczonych zasobów ludzkiej wiedzy i skomunikować się z dowolną osobą na drugim krańcu kuli ziemskiej. Ten magiczny przedmiot nie zajmuje pół szafy trzydrzwiowej, ale mieści się wygodnie w dłoni, nie wydaje najmniejszego szumu, bo jest chłodzony pasywnie i świeci ekranem o wyższej rozdzielczości niż mój wielki desktop był w stanie wyświetlić 20 lat temu na swoim monstrualnym monitorze. Ale zaraz! To nie koniec! Ten miniaturowy cud techniki nie tylko umożliwia nam łączność, ale też jest odtwarzaczem muzyki, filmów i aparatem fotograficznym nierzadko robiącym lepsze zdjęcia niż drogie aparaty cyfrowe sprzed kilku lat. To jeszcze nie koniec! Dioda od aparatu może służyć jako latarka, a dzięki wbudowanemu GPSowi nigdy się nie zgubimy. Uff, to już wszystko, prawda? Oczywiście, że nie. Możemy pisać dokumenty, edytować zdjęcia, grać w gry... to po prostu ostateczne osiągnięcie w dziedzinie informatyki, sprzęt, który może wszystko. I to każdy, każdy smartfon bez wyjątku, nawet najgorszy szrotowy Android z gumoplastu za trzy miliardy dolarów Zimbabwe.**

Mogłoby się więc wydawać, że sprzęt, który daje człowiekowi praktycznie nadnaturalną moc, będzie też odpowiednio traktowany. Z podziwem i rozdziawioną szczęką. Z wdzięcznością za możliwości, o których nasi przodkowie nawet nie wiedzieli że można marzyć. Czy tak właśnie jest? A gdzie tam. Wpieprzamy go do torby razem z kluczami i scyzorykiem, wypada nam z dziurawych łap na beton i ogarnia nas święte oburzenie, gdy każe nam czekać dwie sekundy na dostęp do łączności z naszym znajomym zza oceanu. Jak on śmie tak wolno działać, cholerny beznadziejny szmelc!

Sam tak robię. Czasami jednak, zanim wściekniemy się, że apka się wolno uruchamia, warto się zatrzymać - za to małe ustrojstwo, które może już trochę nie nadąża, jeszcze dwadzieścia lat temu ludzie by się dali pokroić. Może warto trochę bardziej na nie uważać, żebyśmy mogli się dłużej cieszyć naszymi supermocami? Tak samo z innym sprzętami, które bierzemy za pewnik - samochody, czajniki elektryczne, odkurzacze. Warto wyobrazić sobie, jak nasze życie wyglądało by bez nich. Inne zwierzęta mają kły, rogi, wielkie sękate łapska, albo żądła - człowiek nie ma nic, jest wyjątkowy tylko dlatego, że tworzy narzędzia. Bez naszych gratów jesteśmy niczym - tylko małą trzęsącą się nieowłosioną galaretą, która padłaby ofiarą pierwszego lepszego drapieżnika. A jednak traktujemy nasze narzędzia jak gówno, zupełnie jakby były czymś oczywistym. Może tak trochę o nie zadbać, wyczyścić, może bardziej je szanować, może nie wyrzucać non-stop i nie wymieniać na nowe różniące się kolorkiem obudowy? Może pomyśleć, jak bardzo jesteśmy od nich zależni i podziękować za wierną służbę?

Znaczy to ostatnie to taka przenośnia, nie gadajcie do swoich żelazek, przynajmniej nie przy innych ludziach.

* Cholera, to też brzmi dwuznacznie, ale co ja poradzę.
** W 2008 jeden dolar amerykański był wart 70 miliardów dolarów Zimbabwe. Czytałem o tym dlatego, że spadówa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz