Jak w temacie. Zastanawiałem się już nie raz i nie dwa czy nie zwinąć maneli z tym blogiem, ale tak łatwo nie ma. Dzisiaj jest 29 maja, a ostatni post napisałem... 23 marca? E, to tylko 2 miechy. Co to jest.
No, w każdym razie postępuję na drodze zmiany kariery potykając się obficie i nie jest bardzo fatalnie. Stworzyłem sobie konto na itch.io (o tutaj) gdzie można zagrać w dwie moje nowe gry - jedna to klon flappy birda, druga to po raz kolejny space invaders na sterydach. Tym razem nie babrałem się jednak w żadne game makery, jedną napisałem w javascripcie i phaserze, drugą w haxe i haxeflixelu. Robiłem sobie dedlajny i udało mi się jakoś nie zdupić i je skończyć. To bardzo przyjemne uczucie.
Na moją kolejną produkcję planuję klon asteroidów, a postępy prac można śledzić na moim githubie, którego w końcu sobie założyłem.
Jeżeli chodzi o minimalizm, to ostatnio się złamałem i nakupiłem kartridży do Atari 2600. Ale gry na tę konsolę są wybitnie minimalistyczne, więc tak sobie to będę tłumaczył. Może następny post nadziubię właśnie o niej?
Od chomika elektronicznych śmieci i gadżetów do lepszego (minimalistycznego) jutra
wtorek, 29 maja 2018
piątek, 23 marca 2018
Mój pulpit w pracy
Pochwalę się screenshotem pulpitu na moim pracowym komputerze:
Nasuwają się teraz dwa pytania: Macieju, jak osiągnąłeś tak czysty pulpit? I, co ważniejsze, po cholerę to robiłeś?
Niektórzy z czytelników zapewne pamiętają mój krótki poradnik - otóż postanowiłem rozwinąć tę myśl i pójść o krok dalej. To znaczy ukryć pasek zadań, gdy nie jest używany. Teraz, gdy mój komputer się włącza, nie wita mnie miliard różnych ikon, od których można dostać oczopląsu, tylko to urocze zdjęcie, które zrobiłem w Kampinosie.
Ukrycie paska zadań ma też inne zalety - nie rozpraszają mnie ikony na dole, nie sprawdzam ciągle która godzina, a na ekranie jest więcej miejsca, co przy zestawieniu rozdzielczości HD i rozmiaru wyświetlania niektórych okien ma wbrew pozorom znaczenie.
W Windowsach można bardzo dużo zrobić za pomocą skrótów klawiszowych i przez większość czasu pasek zadań jest po prostu niepotrzebny! Przykładowo, ja zawsze uruchamiam aplikacje klikając kafelek w panelu startowym albo po prostu wpisując nazwę w wyszukiwarce - a żeby wywołać panel startowy/wyszukiwarkę wystarczy nacisnąć guzik z logo Windows, z którym na tę okoliczność się przeprosiłem.
Chwilę się trzeba przyzwyczaić, ale spróbować warto.
Nasuwają się teraz dwa pytania: Macieju, jak osiągnąłeś tak czysty pulpit? I, co ważniejsze, po cholerę to robiłeś?
Niektórzy z czytelników zapewne pamiętają mój krótki poradnik - otóż postanowiłem rozwinąć tę myśl i pójść o krok dalej. To znaczy ukryć pasek zadań, gdy nie jest używany. Teraz, gdy mój komputer się włącza, nie wita mnie miliard różnych ikon, od których można dostać oczopląsu, tylko to urocze zdjęcie, które zrobiłem w Kampinosie.
Ukrycie paska zadań ma też inne zalety - nie rozpraszają mnie ikony na dole, nie sprawdzam ciągle która godzina, a na ekranie jest więcej miejsca, co przy zestawieniu rozdzielczości HD i rozmiaru wyświetlania niektórych okien ma wbrew pozorom znaczenie.
W Windowsach można bardzo dużo zrobić za pomocą skrótów klawiszowych i przez większość czasu pasek zadań jest po prostu niepotrzebny! Przykładowo, ja zawsze uruchamiam aplikacje klikając kafelek w panelu startowym albo po prostu wpisując nazwę w wyszukiwarce - a żeby wywołać panel startowy/wyszukiwarkę wystarczy nacisnąć guzik z logo Windows, z którym na tę okoliczność się przeprosiłem.
Chwilę się trzeba przyzwyczaić, ale spróbować warto.
czwartek, 15 marca 2018
Jeden to nie trzy
No bo mogłem znowu zwlekać przez trzy miesiące, ale tym razem zwlekałem tylko jeden. Hura dla mnie.
W każdym razie kursy postępują, nie cofam się wstecz i mam nowego laptopa. Hura dla mnie dwa razy.
Z rzeczy bardziej minimalistycznych to w końcu pozbyłem się burdlu w kącie pod kaloryferem (gdzie leżało cholerawieco, naprawdę, po prostu szurnięte rzeczy losowo) i wywaliłem kolejną torbę papierów. Najważniejsze, żeby nie próbować ogarnąć wszystkiego naraz, bo tak to się jeno zesrać można, tylko pojedynczo. Jedna szuflada, jedna szafka, jeden stos gówna pod kaloryferem naraz.
Zrobiłem też porządek z kablami od komputera pod biurkiem. Teraz w ogóle ich nie widać. Może się wydawać że to informacja typu "wyniosłem śmieci. Yay." ale przysięgam, że to cudowny lek na skołatane nerwy. Nie ma nic gorszego niż plątanina kabli wiecznie walająca się pod nogami, gdy człowiek siedzi przy biurku, a docenia się to dopiero po ich uprzątnięciu. Trochę tak jak z pieprznikiem na pulpicie w komputerze.
Dobra, mam nadzieję, że następny raz nastąpi szybciej niż za miesiąc, i że wówczas napiszę coś ciekawszego.
W każdym razie kursy postępują, nie cofam się wstecz i mam nowego laptopa. Hura dla mnie dwa razy.
Z rzeczy bardziej minimalistycznych to w końcu pozbyłem się burdlu w kącie pod kaloryferem (gdzie leżało cholerawieco, naprawdę, po prostu szurnięte rzeczy losowo) i wywaliłem kolejną torbę papierów. Najważniejsze, żeby nie próbować ogarnąć wszystkiego naraz, bo tak to się jeno zesrać można, tylko pojedynczo. Jedna szuflada, jedna szafka, jeden stos gówna pod kaloryferem naraz.
Zrobiłem też porządek z kablami od komputera pod biurkiem. Teraz w ogóle ich nie widać. Może się wydawać że to informacja typu "wyniosłem śmieci. Yay." ale przysięgam, że to cudowny lek na skołatane nerwy. Nie ma nic gorszego niż plątanina kabli wiecznie walająca się pod nogami, gdy człowiek siedzi przy biurku, a docenia się to dopiero po ich uprzątnięciu. Trochę tak jak z pieprznikiem na pulpicie w komputerze.
Dobra, mam nadzieję, że następny raz nastąpi szybciej niż za miesiąc, i że wówczas napiszę coś ciekawszego.
środa, 7 lutego 2018
Gówniany trend się utrzymuje
I znowu prawie trzy miesiące przerwy od poprzedniego wpisu. Dobrze, że nie jeszcze dłużej, przynajmniej odległość od dna się nie zmniejsza.
Z pozytywnych wieści to z nowym rokiem dokonałem zakupu kilku kursów na Udemy w promocji i jestem w trakcie uczenia się HTML/CSS/Javascripta i programowania na Androida (w Javie). Trend utrzymuje się już dłuższy czas i idzie mi całkiem nieźle, więc możecie mi życzyć szczęścia. Oczywiście rozpoczęcie kursu na Androida sprawiło, że kupiłem sobie tablet doświadczalny z zielonym robotem. Na drodze minimalizmu krok... trudno powiedzieć, w bok? Z jednej strony kolejny elektroniczny szmelc, z drugiej - na czymś te aplikacje jednak trzeba testować.
Ale mogło być gorzej - mogłem się uprzeć na Swifta i kupić sobie Maca tłumacząc, że to w zbożnym celu. (Nie, wcale nie mam teraz otwartego allegro i nie oglądam Macbooków! To oszczerstwo!)
Z pozytywnych wieści to z nowym rokiem dokonałem zakupu kilku kursów na Udemy w promocji i jestem w trakcie uczenia się HTML/CSS/Javascripta i programowania na Androida (w Javie). Trend utrzymuje się już dłuższy czas i idzie mi całkiem nieźle, więc możecie mi życzyć szczęścia. Oczywiście rozpoczęcie kursu na Androida sprawiło, że kupiłem sobie tablet doświadczalny z zielonym robotem. Na drodze minimalizmu krok... trudno powiedzieć, w bok? Z jednej strony kolejny elektroniczny szmelc, z drugiej - na czymś te aplikacje jednak trzeba testować.
Ale mogło być gorzej - mogłem się uprzeć na Swifta i kupić sobie Maca tłumacząc, że to w zbożnym celu. (Nie, wcale nie mam teraz otwartego allegro i nie oglądam Macbooków! To oszczerstwo!)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
