Podczas odkurzania czasami człowieka łapią różne dziwne przemyślenia. Wczoraj wieczorem ich przedmiotem był u mnie sam odkurzacz. Moim zdaniem powinniśmy traktować wszystkie urządzenia elektryczne i elektroniczne tak, jak traktujemy odkurzacz.
Zanim zamkniecie okno przeglądarki kręcąc głową i myśląc "do reszty ocipiał", wysłuchajcie mojego kazania.
Mój odkurzacz to chyba jakiś Electrolux, w każdym razie taka wersja ultra cicha. Faktycznie jest znacznie mniej natarczywy, niż większość innych. Ma długi kabel i jedną dodatkową, dwustronną rozkładaną końcówkę. Używam go od jakichś 6 lat i jestem z niego bardzo zadowolony. Co z tego, zapytacie?
Większość ludzi chce mieć dobry odkurzacz, żeby zżerał kurz jak najefektywniej. Ale jakoś nikt nie biega i nie krzyczy "kurde, mój odkurzacz ma już rok, jest przedatowany! A ten nowy to zasysa o 30% lepiej, muszę go mieć!" Nie ma firm, które próbują wciskać gówniane odkurzacze w zawyżonej cenie, żerując na swoich fanbojach, którzy muszą koniecznie mieć przylepione jakieś logo. Nie ma reklam, w których gołe baby owijają się rurami i smyrają ssawki, a wielkie markety elektroniczne nie ryczą na nas "wyjeb swój stary (roczny) odkurzacz i kup taki sam, lecz nowy!".
I wszyscy są zadowoleni - firmy nadal produkują odkurzacze, a ludzie je kupują, używają ich i najczęściej naprawiają do momentu, gdy się już nie da, a potem kupują nowe. Odkurzacz to tylko przedmiot - dobrze mieć porządny, ale nie jest to coś, od czego doznamy jakiejś dzikiej ekstazy. Tak samo jest z każdym innym przedmiotem. Dlatego postuluję: traktujmy wszystkie nasze sprzęty jak odkurzacz. Ja sobie zamierzam o tym przypominać za każdym razem, gdy złapie mnie żądza kupienia jakiegoś gadżetu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz