piątek, 31 marca 2017

Piątkowe pierdągi


Dzisiaj zdjęcie takiego oto Konara(TM) wykonane przeze mnie i Najlepszą Żonę(TM) podczas dyrdania na rowerze po Kampinosie:


Dyrdanie na rowerze po Kampinosie, najlepiej z Najlepszą Żoną(TM), jest jednym z moich ulubionych zajęć, które odkryłem dopiero po wychyleniu głowy z matriksa. Niestety, po ostatnim ofrołdzie złapałem gumę i opona była do wymiany. Dzisiaj odbieram koło z warsztatu.

Myślę, że rower jako największy wynalazek ludzkości zasługuje na osobny wpis. Były już wpisy na innych blogach, ale pieśni pochwalnych na cześć roweru nigdy za mało. Na razie jednak musi wam wystarczyć Konar(TM).

czwartek, 30 marca 2017

Czelendż apdejt

Pierwszy dzień czelendża udany. Nie odpaliłem wczoraj żadnych internetów ani razu, za to dokończyłem książkę i pograłem na Xpudle. Udało się też utrzymać porządek w kuchni i na biurku. Dzisiaj korzystałem z iPada, ale tylko dlatego, że mam tam podpięte legimi bez limitu i używałem go tylko do czytania.

Po kilku przemyśleniach pozwolę sobie jeszcze dołączyć kilka wyjątków: będą to filmy instruktażowe na youtube dotyczące roweru albo programowania. Jedną z rzeczy, które już wiele razy zaczynałem, a nigdy nie kończyłem, jest nauczenie się jakiegoś współczesnego frameworku do programowania gier. Najgorsze jest to, że kiedyś już pisałem gry - proste, bo proste, ale jednak, a teraz jakoś nie mogę przejść przez etap absolutnie wstępny i przez wybór, który jest za duży. Miotam się pomiędzy różnymi opcjami nie mogąc się zdecydować, która lepsza.

Oto kolejne postanowienie: dziś wybiorę jakiś język/framework, koniecznie darmowy i najlepiej open source, i skupię się wyłącznie na nim, wszystkie inne olewając. W ciągu najbliższego tygodnia nauczę się podstaw i napiszę w nim jakąś bardzo prostą grę - jakiś klon czegoś typu breakout albo kaboom. Wszystko jedno na jaką platformę, ale pewnie docelowo będę chciał (tfu!) targetować urządzenia mobilne - jakoś lubię grać na tablecikach i komóreczkach. W każdym razie ten pierdół, który zamierzam wysmażyć, zamieszczę do pobrania na łamach mojego bloga. Howgh!

środa, 29 marca 2017

Czelendż akseptyd

Wczoraj podjęliśmy z Najlepszą Żoną(TM) mały "czelendż", ponieważ obydwoje chcemy ograniczyć spożywanie przez nas różnych nie do końca korzystnych artykułów (w jej przypadku są to lody, w moim - piwo). Uzgodniliśmy, że nie będziemy jeść żadnych słodyczy, lodów, piwa, chipsów, fast foodów etc. - za wyjątkiem wtorków, kiedy to jest dypensa na wszystko co tylko się da. Później może przerzucimy się na raz w miesiącu.

Z kolei ja postanowiłem się przytłoczyć jeszcze jednym czelendżem. Chociaż właściwie trudno tu mówić o przytłaczaniu, bo ja jestem trochę nienormalny i mi takie zabawy sprawiają radość. W każdym razie postanowiłem, że Internetów i tak mam dość w pracy, a nie chcę w domu mitrężyć jeszcze czasu na youtube, i w związku z tym od teraz w domu jedynymi urządzeniami komputerowymi, jakich będę używać, będą konsole, których nie mam jak podłączyć do netu. Oczywiście będą wyjątki - np. gdy trzeba sprawdzić drogę na mapie albo skomunikować się na messengerze z moją grupą RPGową itepe. Ile to potrwa? Nie wiem, na razie powiedzmy że miesiąc, potem się zobaczy.

Brzmi kretyńsko - ograniczać Internet, żeby mieć czas na granie na konsoli. Ale zauważyłem, że spędzam strasznie dużo czasu czytając o grach i szukając nowych, a bardzo mało grając. Co jest kompletnie bezsensowne. O grach jeszcze będą wpisy, bo to temat bardzo mi bliski.

W każdym razie teraz Internety już wiedzą o naszych czelendżach i będzie trudniej w nich oszukiwać. A przynajmniej taką mam nadzieję.

wtorek, 28 marca 2017

Maciej Poleca: David Cain i Raptitude

David Cain jest jednym z moich ulubionych blogerów, od jego wytworu pt. "Raptitude" zaczęło się u mnie wychodzenie z matriksa. Gość pisze ogólnie lajfstajlowo, choć wiele z jego przemyśleń niejako zakrzywia się w stronę tzw. "prostego życia", które teraz nazywamy bardziej hipstersko - minimalizmem.

Najbardziej u niego lubię to, że nie jest pretensjonalny, nie dorabia żadnych kosmicznych ideologii i nawet jego najbardziej szalone posty to w zasadzie tylko eksperymenty myślowe, takie "hacki" dla mózgu, żeby przestawić sposób patrzenia na niektóre rzeczy. Facet po prostu stąpa twardo nogami po ziemi, i w jego wydaniu takie rzeczy jak "mindfulness" (u nas to się chyba nazywa "uważność"), medytacja itepe to po prostu narzędzia, które można wykorzystać do poprawy jakości swojego życia, a nie jakieś "mambo dżambo", które sprawi, że poczujemy energię wszechświata.

Rzućcie okiem. Jest spora szansa, że znajdziecie tam coś, co do was trafi.


poniedziałek, 27 marca 2017

Jak kapitan Picard

Star Trek TNG to mój ulubiony serial wszechczasów, a kapitan Picard to mój idol. Śmiejcie się ile chcecie, ale wyjątkowo w tym momencie jestem śmiertelnie poważny.

Wizja przyszłości w ST bardzo na mnie działa. Nie chodzi o spotykanie obcych z różnymi bruzdami na czole, ale o to, że jest to przyszłość, w której ludzie nie muszą się już martwić o potrzeby materialne, wyzbyli się konsumpcjonizmu i pracują nie dlatego, że muszą, ale dlatego, że chcą i mogą. I to jest istota tego, co niektórzy nazywają "minimalizmem", inni "prostym życiem", a co tak naprawdę powinno nazywać się "nie marnowaniem swojego życia na pierdoły".

Więc tak. Jak będę duży, to będę jak kapitan Picard. Na początek pewnie wyłysieję, ale kto wie - może za mojego życia naukowcy zatrzymają proces starzenia i za tysiąc lat zostanę kapitanem statku kosmicznego. Jak już mierzyć, to kurde wysoko!

piątek, 24 marca 2017

Czyszczenie skrzynki mailowej

Burdel w skrzynce mailowej to chyba u większości norma. Kiedyś byłem przekonany, że inaczej się nie da. Pamiętam, że w zamierzchłych początkach mojej przygody z Internetem w skrzynce miałem jaki-taki ład, ale wraz z ekspansją newsletterów, reklam gównianych kredytów i spamu oraz szaloną potrzebą posiadania więcej niż jednej skrzynki mailowej (w porywach miałem cztery) przestałem to kontrolować. Potem to już było za późno - zalegające w "odebranych" maile można było liczyć w tysiącach i perspektywa zrobienia porządku w tym pierdzielniku mroziła krew w żyłach. Wystarczy sobie jednak zadać proste pytanie - kiedy ostatnio potrzebowałem coś tam znaleźć? Wówczas metoda zrobienia porządku w mailach okazuje się bardzo prosta, a podsumuję ją w poniższym poradniku. Oto więc "Minimalistyczny Poradnik Macieja #2: Porządek w skrzynce mailowej".

1) Znajdź maile z polisą ubezpieczeniową samochodu, jakimiś ważnymi dokumentami itepe i wrzuć je do jakiegoś folderu typu "archiwum".

2) Wszystko inne won.

Prawda, że proste? Zrobiłem to już parę tygodni temu i przysięgam, że ani razu nie brakowało mi żadnego ze starych maili. Teraz jednak przychodzi trudniejsze zadanie: jak utrzymać ten porządek? Oto więc "Minimalistyczny Poradnik Macieja #3: Dostałem maila - co teraz?" Jedziemy:

1) Czy to od kogoś znajomego? Jeżeli tak, przeczytać. Jeżeli trzeba, odpisać. Jeżeli to potrzebne, zarchiwizować. Jeżeli nie - wypieprzyć od razu.

2) Czy to coś istotnego? Rachunek za telefon? Jakaś umowa? Zapłacić rachunek/pobrać umowę/odpisać, następnie zarchiwizować/wypieprzyć.

3) Czy to newsletter, którego nigdy nie czytasz? Kliknąć "unsubscribe". Wypieprzyć.

4) Czy to newsletter, który czytasz? Przeczytać. Wypieprzyć.

5) Czy to reklama? Spam? Wypieprzyć bez czytania.

6) Raz na tydzień przeglądać archiwum. Wypieprzyć to, co już nie jest potrzebne. 

Samo wypisanie się ze zbędnych newsletterów zmniejszyło liczbę przychodzących do mnie maili o jakieś 90%. Teraz za każdym razem, kiedy się loguję, witają mnie 1-2 wiadomości albo radosny napis "nie masz żadnych wiadomości". Polecam!

czwartek, 23 marca 2017

Konsumpcja treści jego mać

Dzisiaj będzie wpis z cyklu "ględzenia sfrustrowanego dziada". Jeżeli będzie nie do zniesienia, prosimy o wyłączenie odbiorników.

Strasznie mnie wpienia wszelka korpo-zagramaniczna nowomowa. Jak słyszę, że dedykowane rozwiązanie, orientacja na cele, projekty i inne takie, to zaczynam warczeć, buchać parą z uszu i wygrażać pięściami.

Jednak najbardziej znienawidzonym przeze mnie terminem, który przyprawia mnie o atak padaczki, jest "konsumpcja treści". Ja nie konsumuję żadnych cholernych treści jego mać! Ja coś czytam, albo oglądam, przy czym jak oglądam, to film, a nie treści cholera jasna! Mój kot jak sobie rzygnie to czasami ma ciągoty, żeby konsumować treści, ale na szczęście zwykle zdążę je sprzątnąć!

No, ulżyło mi.