Dzisiaj będzie wpis z cyklu "ględzenia sfrustrowanego dziada". Jeżeli będzie nie do zniesienia, prosimy o wyłączenie odbiorników.
Strasznie mnie wpienia wszelka korpo-zagramaniczna nowomowa. Jak słyszę, że dedykowane rozwiązanie, orientacja na cele, projekty i inne takie, to zaczynam warczeć, buchać parą z uszu i wygrażać pięściami.
Jednak najbardziej znienawidzonym przeze mnie terminem, który przyprawia mnie o atak padaczki, jest "konsumpcja treści". Ja nie konsumuję żadnych cholernych treści jego mać! Ja coś czytam, albo oglądam, przy czym jak oglądam, to film, a nie treści cholera jasna! Mój kot jak sobie rzygnie to czasami ma ciągoty, żeby konsumować treści, ale na szczęście zwykle zdążę je sprzątnąć!
No, ulżyło mi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz