środa, 8 marca 2017

Czysty zlew plus miotanie się bez sensu

Moje potykanie się w kierunku minimalizmu opiera się obecnie na dwóch rzeczach: uprzątniętym biurku i czystym zlewie. Dzisiaj opowiem o tym drugim. Usiądźcie więc wygodnie, czas na "Legendy o czystym zlewie pióra Macieja".

Zmywałem zawsze regularnie, ale jednak bez przerwy coś w tym zlewie zalegało. Poczyniłem jednak pewną obserwację: jak przychodzą goście i trzeba na gwałt szorować chałupę, to następnego dnia rano wchodzenie do czystej, niezapierdzielonej gratami kuchni jest ekstremalnie przyjemnie. Wyłączyłem więc wszystkie procesy życiowe i zapuściłem moją jedyną komórkę mózgową, i gdy już się zaczęła przegrzewać i migać na czerwono krzycząc "ołwerlołd!" doszedłem do następującego wniosku:

"Ghhhyyyyy, a może by tak utrzymywać tę kuchnię w takim stanie, to będzie fajniej, eeee?..."

No i zmywam. Nie myślę o tym, że "trzeba pozmywać", tylko, że "jutrzejszy Maciek i jego Najlepsza Żona(TM) wstaną rano i będzie im przyjemnie". To mnie motywuje jak cholera. Nie jest to też takie trudne, jak się wydawało, bo zmywanie na bieżąco jest szybkie - tylko kilka rzeczy, zresztą i tak większość ląduje w zmywarce. Ale codziennie wieczorem zlew jest czysty, a na blacie w kuchni nie zalegają żadne pierdoły, a gdy rano wtaczam się do kuchni ledwo powiekę uchyliwszy, jest o wiele przyjemniej. Zapraszam i polecam.

A na koniec apdejt dotyczący smartfonów. Miotam się i nie mogę się zdecydować, jest to dosyć dupne, ale na szczęście wybieram tylko pomiędzy tymi, które mam. To już jakiś postęp. Pewnie jeżeli nie pozbędę się reszty, to się tak będę miotał. Ale muszę się zebrać w sobie, żeby je sprzedać.

Zbyt dobry smartfon za bardzo mnie absorbuje. To w sumie śmiechu warte, bo dla mnie "zbyt absorbuje" to prawie nic w porównaniu ze statystycznym zombie wpatrzonym w telewizorek 24/7, ale nawet kiedy człowiek się zaczyna wślepiać w internety i odkleja oczy nawet nie po godzinie, ale po kwadransie z poczuciem, że nic nie osiągnął, to jest to dla mnie równie wpieniające.

Obecnie siedzę na jabłku 4S, moje rozumowanie jest takie, że wszystko można na nim zrobić, ale w Internecie za bardzo nie da się "siedzieć", bo safari stosunkowo powoli działa. Ponadto mam wersję 8 GB, która jest idealna dla mojego obecnego majndsetu, bo trzeba ciąć rzeczy i instalować tylko to, co naprawdę będzie przydatne i używane. No i te stare iPhony mają coś z minimalizmu, mały telewizorek, tylko jeden guzik i maksymalnie uproszczony interfejs. Oto niniejszym składam na łamach tego bloga moje śluby, że będę na nim siedział co najmniej przez tydzień, do kolejnej środy. Kolejny apdejt podówczas.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz