Pita przeze mnie kawa dzieli się na dwa typy, przygotowywane i spożywane w odmienny sposób. Typy te zostały usystematyzowane przez mojego brata Łukasza, która to systematyka jest aktualna po dziś dzień.
Kawsko przygotowywane jest poprzez szczodre sypnięcie kawą rozpuszczalną i cukrem do kubasa (wyróżniamy dwa rozmiary kubasa: wielki i w cholerę ogromny, wymagające odpowiednio dwóch lub trzech łyżeczek kawy/cukru), a następnie zalanie do połowy wrzątkiem i od połowy mlekiem. Kawsko się żłopie.
Kawunia powstaje z użyciem ekspresu i jest nalewana do filiżanki (wyróżniamy dwa rozmiary filiżanek: maleńkie i małe). Spożywana jest najczęściej bez żadnych dodatków, na czarno. Kawunię się sączy.
Praktycznie nigdy nie piję kawy, żeby się "obudzić" albo dać sobie "kopa". Jest to dla mnie raczej taki codzienny rytuał, jedna z małych rzeczy, z których czerpię zadowolenie i energię na resztę dnia. Rano zawsze żłopię kawsko z kubasa, najczęściej siedząc na kanapie i smyrając telewizorek tabletu. Po powrocie z fabryki azbestu najczęściej żłopię drugie kawsko, ew. sączę kawunię. Czasami do żłopania/sączenia przyłącza się Najlepsza Żona(TM).
Jeszcze wyższym stopniem kaw-fu jest sączenie/żłopanie w wannie z bąbelkami. Ale to tylko dla zaawansowanych.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz