poniedziałek, 20 marca 2017

Nudzenie o sztucznych potrzebach

W którymś wpisie napisałem "ach, sztuczne potrzeby, jeszcze do was wrócimy". Jak teraz to czytam, to brzmi jak to pretensjonalne filozowanie, od którego miałem się powstrzymać. No ale dobra, każdy bloger minimalistyczny o tym pisze, to ja też muszę, bo inaczej nie będę koszer. Zwięźle - korporacje tworzą sztuczne potrzeby, którym później wychodzą naprzeciw wciskając nam swoje gówno. Nikt nie potrzebował jakiejś rzeczy, dopóki nie znalazł się jeden z drugim, którzy skutecznie wmawiają ludziom, że muszą coś tam mieć.

Niby wszyscy to wiedzą, ale warto czasami przeczytać czarno na białym i pomyśleć - wychodzi, że większość rzeczy, których "potrzebujemy", tak naprawdę tylko chcemy. Ale reklamy zewsząd trują nam dupę na tyle skutecznie, że tego nie zauważamy. Wydaje nam się, że nasza dupa jest odporna na truciznę, ale to guzik prawda. Każda dupa jest zatruta.

Jak sobie z tym radzić? Najlepiej połknąć czerwoną pigułkę i porządnie się zastanowić nad tym, czego naprawdę "potrzebujemy". Żarcie? Potrzebne. Inni ludzie? Potrzebni. Smartfon? Niepotrzebny. Przydatny - ale zupełnie niepotrzebny. Telewizja kablowa? Niepotrzebna i nieprzydatna. Nowy samochód co kilka lat? W cholerę niepotrzebny!

Dla potrzeb tego ględzenia stworzę sobie wyimaginowanego przyjaciela - załóżmy, że kiedy podjąłem decyzję o zatoczeniu się w stronę minimalizmu, moje dotychczasowe niepohamowane gadżeciarstwo zestaliło się i sformowało byt, któremu nadam imię "Brajan". Brajan siedzi non stop w necie, niczego nigdy nie kończy i ślini się na lewą stronę.

- Jak to smartfon niepotrzebny?! - ryknie więc Brajan - a co jak ktoś musi się ze mną skontaktować TERAZ ZARAZ?! A co jak muszę coś sprawdzić w necie TERAZ ZARAZ?!

Oto wielka tajemnica wszechświata: istniał on również przed telefonami komórkowymi. Nic się nie stanie, jeżeli odbierzemy jakąś wiadomość chwilę później. Owszem, jej nadawca może się wkurzyć, ale przeżyje. The Minimalists trochę mnie irytują, bo bywają okropnie nadęci, ale w jednym artykule dobrze to podsumowali: w naprawdę poważnych sytuacjach nie dzwoni się do znajomego, tylko pod 999. Inne rzeczy mogą spokojnie poczekać. A jeśli chodzi o net w komórce - owszem, wygodnie jest coś sprawdzić, ale przecież bez tego świat się nie zawali. Można spokojnie poczekać do powrotu do domu. Co jeśli zapomnimy co chcieliśmy sprawdzić? Cóż, widocznie nie było to specjalnie istotne. Zaoszczędziliśmy w ten sposób chwilę cennego wolnego czasu.

Brajan jednak nie ustępuje.

- Telewizja niepotrzebna?! Co on z byka spadł?! Przecież trzeba wiedzieć, co się na świecie dzieje! Ważne informacje! Okno na świat!

Jeżeli jest jedna rzecz, w której cała blogosfera szczęściowo-hipstersko-lajfstajlowa się zgadza, to jest to przekonanie, że telewizję najlepiej wypieprzyć ze swojego życia i nigdy do niej nie wracać. Telewizja to tak naprawdę reklamy przerywane pierdołami, które mają przykuć nas do ekranu, żebyśmy zobaczyli więcej reklam. Tak wiem, seriale są fajne, sam uwielbiam Star Treka, ale seriale teraz uciekają z telewizji i przenoszą się do Internetów - i bardzo dobrze. A programy informacyjne - które koniecznie trzeba oglądać, bo być dobrze poinformowanym to obowiązek - tak naprawdę o niczym nie informują. Straszą tylko sensacjami, a to że zabił, a to że ukradli, a to że wybuchło, dając nam fałszywe poczucie "bycia poinformowanym". Jedyne co z tego mamy, to stres i wściekłość. Najlepiej to opisali Leo Babauta w swoich Zen Habits oraz mój idol Mr Money Mustache

Ja w sumie nie powinienem się wypowiadać za gęsto, bo nie oglądam od 15 lat, podobnie jak moja Najlepsza Żona(TM). Ale mogę powiedzieć jedno - gdy widzicie w telewizorku reportaż na temat czegoś, na czym się znacie, na 99% gadają takie pierdoły, że nóż się wam w kieszeni otwiera. Jak myślicie więc - na ile rzetelne są informacje na wszystkie inne tematy?

- A samochód to trzeba mieć nowy! - Brajan nadal nie daje za wygraną - No bo przecież mieć samochód to konieczność! Jak inaczej?

Wcale nie konieczność. Wygoda. Zanim mieliśmy samochód, jeździliśmy z Najlepszą Żoną(TM) do Ikei autobusem, i przywoziliśmy stamtąd meble również autobusem. A nowy? Buahahaha, nowy samochód! Przecie jak się z salonu wyjedzie to on już jest dwa razy mniej wart! Nasz pierwszy samochód dostaliśmy od Najlepszego Teścia(TM). Był to kilkunastoletni Renault Clio. I wiecie co? Jeździł. Nawet nad morze nim pojechaliśmy. Jak się rozsypał, to apgrejdowaliśmy się do 8-letniego Clio. Przewiduję co najmniej 10 lat dalszej radosnej eksploatacji tego wehikułu, gdyż jest w świetnym stanie. A z naszą intensywnością użytkowania to pewnie i 20 lat pojeździ.

Żeby nie było - nikt nikomu nie każe nagle rzucić wszystkiego i wyjechać do San Escobar, mieszkać w lesie i żywić się jagódkami i energią kosmosu. W ogóle nikt nikomu nic nie każe. Warto jeno odróżnić prawdziwe potrzeby od zachcianek i ulegać tym ostatnim w bardziej świadomy i kontrolowany sposób. Tak, posiadanie iPada to zachcianka. Jednak jego posiadanie bardzo ułatwia mi życie - do większości zastosowań nie muszę już odpalać swojego głośnego jak lokomotywa desktopa, mogę sobie czytać, pisać, planować podróże i robić 99,9% rzeczy, do których stosujemy komputery bezgłośnie z poziomu kanapy, żłopiąc kawsko z wielkiego kubasa i uśmiechając się jak debil do kotów. Po rozważeniu wszystkich za i przeciw - tablet z jabłkiem zostaje.
Natomiast kolejne iPady to już zachcianki bezsensowne, którym uległem niepotrzebnie. Nie wnoszą nic specjalnego do mojego życia. Jednego z nich używa moja Najlepsza Żona (TM), więc w ostatecznym rozrachunku jest w miarę użyteczny. Natomiast ten trzeci... powinienem się go pozbyć, ale jakoś nie mogę się z nim rozstać, mam słabość do takich staroci. Cóż, widać jeszcze przede mną długa droga. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz