Złamałem swój cykl codziennego pisania poza weekendami. Przyczynami było rozleniwienie w piątek i choroba w poniedziałek, która wyrwała mnie z normalnego rytmu (piszę z reguły będąc na fabryce). Moje trzymanie porządku trochę zaczęło się sypać, ale w końcu się nie posypało i jaki taki ład w zlewie panuje. Jak jednak mówi stare akwilońskie przysłowie, lepszy jaki taki ład niż solidny burdel.
Na drodze do ulepszenia swojego, za przeproszeniem, bytu, najlepiej dla mnie byłoby właśnie trzymać się takiej zasady. Z natury jestem perfekcjonistą, więc albo robię coś na 700%, albo wcale - czyli najczęściej wcale. Próbuję jednak przestawić się na trochę inny tok myślenia. Mały sukces, choćby nie wiem jak nieznaczący, jest lepszy niż brak sukcesu.
Stawiam sobie więc za cel pisanie pn-pt, choćby post miał mieć trzy linijki i być o niczym. Moje poprzednie blogi poległy, bo poprzeczkę postawiłem sobie stosunkowo wysoko. Jeżeli jednak poprzeczka zakłada napisanie CZEGOKOLWIEK, to już nie ma żadnego ekskjuza.
BTW, nadal siedzę na iPhone 4s i uwielbiam tego malucha. Przekonuję się chyba, że czysto fizyczna ergonomia i estetyka są dla mnie ogromnie ważne w korzystaniu z elektroniki, a on ma jedno i drugie. Kiedy ja powiedziałem, że się na niego przesiadam? We środę? No to raczej zostaniemy razem na dłużej. Składam więc kolejne oświadczenie: jak mi padnie, to będę się starał naprawić. Jak nie, to chcę drugi taki sam (ew. czterocalowego iphona. Te wielkie klocki od 6 w górę w ogóle mi się nie podobają). Howgh!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz