czwartek, 16 marca 2017

Kindle

Dostałem Kindla (Paperwhite I) od mojej Najlepszej Żony(TM) na trzydzieste urodziny. Był to strzał nawet nie w dziesiątkę, wręcz w dwudziestkę. Najlepsza Żona(TM), znając moje preferencje, kupiła mi najlepszą możliwą wersję - Wielki Wódz już wtedy miał ciągoty w stronę minimalizmu i już instynktownie wyczuwał, że less is more, więc piękna czarna sztabka bez żadnych guzików na froncie, tylko z prostym napisem "kindle", z pełną obsługą dotykową, natychmiast zdobyła jego serce. Wielki Wódz chciałby też z dumą pochwalić się, że tylko raz miał ciągoty w stronę innego czytnika - gdy kupował abonament w Legimi, i to tylko dlatego, że Legimi niestety na Kindlu nie pójdzie. Wielki Wódz wszedł wówczas w posiadanie czytnika Inkbook Obsidian, który jest OK, ale koło Kindla nawet nie leżał. Zresztą już i tak nieszczęśliwie upadł i się potłukł. Na szczęście Wielki Wódz zadowolił się czytaniem na iPadzie.

Po co o tym pierdzielę? Ano po to, że mimo niewątpliwie minimalistycznego wyglądu Kindla, tego czym go napchałem minimalistycznym z pewnością nazwać nie było można. Podobnie jak smartfony, twarde dyski, pulpity i inne digitalne przestrzenie, pamięć czytnika e-booków jest podatna na jej zasrywanie śmieciami przez użytkownika. Dla bardzo sprawnych czytaczy po angielsku, takich jak niżej podpisany, problem jest jeszcze gorszy. Na Amazonie jest pierdyliard bimbalionów darmowych i ekstremalnie tanich książek. Ich jakość to zupełnie inny temat - niektóre są w porządku, inne do dupy, ale to nie ma znaczenia. Jest ich po prostu zatrzęsienie. I Wielki Wódz nie raz wybierał się na rajd po kindle storze, wchodząc w dział SF/fantasy i ustawiając kolejność od najniższej ceny, i pobierając po dwadzieścia, po trzydzieści, ile wlezie. Do tego dochodzi wrzucanie książek z innych źródeł. O, tu można pobrać jakieś darmowe pierdoły, sru na kindla! O, podręcznik użytkownika czegośtam jest w mobi, sru na kindla! O, jakaś gra RPG jest do pobrania w mobi... wiecie o co chodzi.

Po pewnym czasie trzeba zatem zacząć robić porządki - tworzyć kategorie. Sześćdziesiąt siedem tu, pięćdziesiąt osiem tam. I człowiek zaczyna łazić z dwoma setkami książek w kieszeni, a jak chce czytać, to nie wie za co się złapać. Skutek? Wszystkie zaczęte, żadna nie skończona. No ale jak tu wywalić, przecież kiedyś na pewno się za to zabiorę!

Sekret na dzisiaj: nie można przeczytać wszystkiego. Podobnie nie można obejrzeć wszystkich seriali i zagrać we wszystkie gry. Jak kiedyś się na pewno zabiorę, to nie zabiorę się nigdy - za duży wybór to żaden wybór, i w końcu nie robi się nic. Żeby jednak zrobić coś, trzeba dokonać jakiejś selekcji. Jak to zrobić?

Ja to zrobiłem tak: dla każdej książki na kindlu zadałem sobie serię pytań: 

1. Czy naprawdę kiedykolwiek chciałem to przeczytać, czy pobrałem tylko dlatego, że było za darmo?

Jeżeli TAK - wypieprzyć. Tak poszła chyba jedna trzecia tego co miałem w czytniku.

Jeżeli NIE:

2. Czy to jest część jakiejś tasiemcowej serii, której nigdy w życiu nie zmęczę i nawet nie chcę o tym myśleć?

Jeżeli TAK - wypieprzyć. Tak poszła kolejna jedna trzecia.

Jeżeli NIE:

3. Czy jest to książka fantasy napisana przez autorkę, w której protagonistką jest jakaś rozwydrzona laska, a wszyscy zachowują się jak w dwudziestym pierwszym wieku, tylko noszą dziwne ubrania*, która to książka jakimś cudem się ostała po przefiltrowaniu przez poprzednie dwa pytania?

Jeżeli TAK - wypieprzyć. To były już niedobitki.

Jeżeli NIE:

4. Czy zamierzam to przeczytać później niż w ciągu najbliższych paru miesięcy?

Jeżeli TAK - wypieprzyć. 

Jeżeli NIE - zostaje!

I tak z ponad 200 zszedłem do 33 książek na kindlu. 10 z nich to seria "AMBER" Zelaznego, którą zamierzam tym razem pochłonąć do końca. I mogłem wywalić wszystkie kolekcje, bo książki mieszczą mi się teraz na paru pulpitach, a po ograniczeniu wyboru mój oczopląs zmalał do poziomów ogarnialnych. Hurraaa!!!

*No offence dla wszelakich autorek, po prostu trafiłem na taką ilość tego typu szmir, że to przestało być śmieszne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz